Przysłuchiwanie się rodzinnym rozmowom przy świątecznym stole sprawiło, że zacząłem zastanawiać się nad pytaniem postawionym w tytule tego artykułu. Czy w ogóle warto w Polsce pracować na umowie o pracę?
Pracując u kogoś zarabiasz dokładnie tyle ile płaci Ci przedsiębiorca. Miesiąc w miesiąc, rok po roku. Jeśli masz szczęście to możesz liczyć na podwyżki, premie czy bonusy. Są jednak osoby, które podwyżki nie widziały od blisko 10 lat. Czyli ceny rosną, a płace już nie bardzo. Tyle dobrego jeśli ta płaca zatrzyma się na jakimś sensownym poziomie np. co najmniej 4000 zł na rękę. Z tym że osoba, do której tutaj nawiązuję (mój wujek) zarabia od kilku lat marne 1500 zł miesięcznie. Z powodu tego, że nie ma jeszcze wypracowanej odpowiedniej ilości lat to nie może przejść na wcześniejszą emeryturę. Wujkowi zostało więc około 6 lat pracy, a gdyby mógł w tym momencie przejść na emeryturę to brałby jej około 900 zł. 600 zł różnicy, ale czas jaki w ten sposób się zaoszczędza można przeznaczyć na sensowniejsze rzeczy niż pracę na etacie. Jeszcze jedna sprawa: na codzienne dojazdy do pracy po 15 km w obie strony wujek wydaje w skali miesiąca około 150 zł, więc tu też byłaby oszczędność. Oprócz tego przejście na emeryturę może być korzystniejsze dla zdrowia, bo będzie mniej stresu i brak konieczności oglądania gęby nielubianego kierownika.
Czyli podsumowując: 1500 zł miesięcznie (minus 150 zł przeznaczone na benzynę) co daje 1350 zł w stosunku do 900 zł. Różnica naprawdę nie tak duża. Z łatwością można ją zniwelować dorabiając gdzieś na boku przez np. 4 – 5 dni w miesiącu, jeśli ma się jakiś konkretny fach w ręku. Po za tym wujek miałby więcej czasu na uprawę ogrodu warzywnego, a z tego co wiem to lubi to zajęcie. Ziemi ma nie tak mało, a z jego hektara można spokojnie się wyżywić mając swoje warzywa np. ziemniaki. Do tego kury dające jajka i od czasu do czasu mięso, więc zmniejsza się konieczność kupowania tych produktów w sklepach.
Oczywistym jest jednak, że wujek nie miałby nawet tej skromnej emerytury gdyby przez te kilkadziesiąt lat nie pracował na umowie o pracę. Mając jednak do wyboru zacząć od nowa, jak twierdzi, wolałby zaryzykować i założyć własną firmę. Zyski zależą wówczas od pomysłowości, oferowania dobrej usługi czy produktu oraz od tego czy i ilu uda się zdobyć klientów. Im więcej kupujących tym większy dochód trafiający do kieszeni.
Załóżmy, że produkujesz produkt wart 50 zł za sztukę i aby zarobić 1500 zł na czysto (po odjęciu opłat na ZUS oraz podatku od sprzedaży) to musisz sprzedać raptem niewiele ponad 50 sztuk. Gdy Twój produkt jest warty 100 zł to musisz sprzedać około 25 sztuk, czyli pozyskać mniej więcej jednego klienta dziennie. A nikt nie może zabronić Ci pozyskania 100 klientów miesięcznie przynoszących Ci 10,000 zł przychodu. To jest właśnie podstawowa różnica między pracą na etacie, a prowadzeniem własnej firmy. Grunt to dobry pomysł, zbadanie rynku i wdrożenie pomysłu.

Jakie są wnioski? Czy opłaca się w Polsce w ogóle pracować? Tak, ale wyłącznie pod warunkiem, że zarabiasz odpowiednio dużo, a jednocześnie nie zaharowujesz się na śmierć, ani nie jesteś obciążony dużym ładunkiem stresu. Z drugiej strony – decyzja o zostaniu przedsiębiorcą pracującym na swój własny rachunek wcale nie jest łatwa. Niektórzy twierdzą, że jest to jak zamiana jednego szefa na kilku szefów. Praca we własnej firmie czasem może też wymagać harowania dzień w dzień po kilkanaście godzin. Stres to też nie jest tu obce zjawisko, zwłaszcza, gdy nie ma klientów, a musisz zapłacić co miesiąc obowiązkowy ZUS (niezależnie od tego czy coś sprzedałeś czy nie). Gdy pracujesz na etacie to te składki na ZUS płaci za Ciebie przedsiębiorca, który Cię zatrudnia. Gdy ktoś zarabia 1200 zł na rękę to pracodawca płaci za taką osobę około 1900 zł. 700 zł trafia do ZUSu. Ten koszt widać dopiero, gdy prowadzi się samemu firmę.
Rezygnacja z pracy na etacie nie jest to więc taka prosta decyzja. Praca taka ma bowiem swoje zalety. Inną możliwością jest prowadzenie firmy będąc zatrudnionym na etacie, bo wówczas opłatę na ZUS nadal płaci pracodawca, a nie Ty. Takie rozwiązanie może stanowić dobrą formę przejściową, bo nie rezygnujesz z etatu, a jednocześnie po godzinach zajmujesz się swoją firmą. Jak to mawiają niektórzy – kto nie ryzykuje, ten szampana nie pije.