Dlaczego lubimy pieniądze?



Dlaczego ludzie lubią pieniądze? W dzisiejszym wpisie znowu trochę pofilozofuję na temat, który bliski jest większości mieszkańców naszego globu. Ludzie lubią pieniądze i prawdopodobnie każdy z nas chciałby ich mieć jak najwięcej. To niezaprzeczalny fakt. Jeśli ktoś twierdzi inaczej to znaczy, że okłamuje sam siebie. Każdy dzień szarego człowieka to walka o pieniądze – o to by jak najwięcej zarobić i oto, aby jak najwięcej pieniędzy zostało w portfelu po zaspokojeniu podstawowych potrzeb (rachunki, jedzenie itp).

Wiele osób może mi tutaj zarzucić, że generalizuję twierdząc, iż każdy lubi pieniądze. Są przecież tacy, którzy każdą dyskusję o „forsie” ucinają krótkim i wyświechtanym frazesem „Pieniądze szczęścia nie dają” albo „Są ważniejsze rzeczy niż pieniądze np. miłość” czy „Za pieniądze zdrowia nie kupisz”. O dziwo takie hasła wybrzmiewają z ust osób, które nigdy w życiu nie oparły się nawet o większe kwoty. Więc teraz zastanów się i pomyśl logicznie zakładając, że masz pieniądze na wszystkie swoje potrzeby, a nawet dużo więcej, więc:
– nie stresujesz się i nie martwisz się o jutro,
– stać Cię na usługi najlepszych specjalistów medycyny i na cykliczne badania,
– nie jesz śmieciowego żarcia z hipermarketu, a wyłącznie żywność ekologiczną,
– jeździsz porządnym autem, w którym w przypadku ewentualnej kolizji masz o wiele większe szanse na przeżycie,
– stać Cię, aby Twoje dzieci kształcić w prestiżowych szkołach, a nie w publicznych,
– Twoje pieniądze potrafią pracować na siebie, możesz zatrudniać ludzi, którzy zajmą się ich zarządzaniem,
– może nawet stać Cię na prywatną ochronę, więc nie obawiasz się rabunku itp.

Czy spokój umysłu jaki dają duże pieniądze nie pozwala właśnie na rozwijanie się w dowolnie wybranym kierunku? Czy nie pozwalają na kształtowanie swojej duchowości i głębsze zrozumienie świata? Czy nie pozwalają dłużej cieszyć się życiem i przeżyć je w zdrowiu?
Większość ludzi jest tak zajęta pogonią za pieniędzmi, że nie ma nawet szans, aby przysiąść w spokoju i zastanowić się nad swoim życiem. Ta walka o zdobycie pieniędzy na przeżycie przesłonić potrafi wszystko inne. Spróbujcie bowiem żyć w dzisiejszym świecie bez pieniędzy…

Jeszcze jedna sprawa. Wiecie kto najgłośniej krzyczy, że pieniądze to zło? Kościół. Ten kościół, którego przedstawiciele bez skrępowania sięgają po pieniądze „wiernych” przy każdej okazji. Tak, ale przecież datki nie są obowiązkowe – powiecie. Jasne… A co powiecie na cennik za ślub, pogrzeb i inne „sakramenty”. Ich już za darmo nie uświadczysz. Po za tym – nawet te dobrowolne datki wrzucane na tacę podczas mszy są pewnego rodzaju opłatą. Ludzie bowiem podświadomie (lub świadomie) wierzą, że dając datki na kościół kupują sobie miejsce w niebie po śmierci. A kto im to obiecuje? Właśnie przedstawiciele tej religii, która obiecuje gruszki na wierzbie twierdząc, że wystarczy tylko wierzyć.
Jeśli zagłębić się w tajniki marketingu, socjotechniki i manipulacji umysłem to zauważyć można, że Kościół opanował je do perfekcji. Któż nie będzie bowiem lepszym klientem jak nie ktoś w kim wywołane zostanie poczucie winy oraz potrzeba „odkupienia” win, co pozwoli na odebranie nagrody po zakończeniu życia (ale nie wcześniej).

Przecież każdy mógłby sobie zrobić konkurs, w którym do wygrania jest np. sto milionów złotych, a wygrywa je co 2 uczestnik. Jedyny warunek jest taki, że nie dostaniesz ich za życia. Nie dostaną ich nawet Twoje dzieci czy rodzina po Twojej śmierci. 100,000,000 otrzymasz w wyimaginowanym pośmiertnym świecie i dopiero wtedy będziesz mógł z nimi zrobić co chcesz. Ale uwaga – los na tej loterii kosztuje 100 zł, czyli wielokrotnie mniej niż przeciętny katolik zapłaci kościołowi przez całe życie.
Pomyślmy więc ilu chętnych znajdzie się, aby wziąć udział w takim konkursie? Nikt? Jak to? Przecież to super interes i 50% szans na wygraną. Jaką gwarancję daje Ci kościół? Żadnej, okrągłe zero. To jakim cudem tyle ludzi daje się nabierać na tę prostą sztuczkę marketingową?

Trochę zdryfowałem od tematu wpisu, czyli czemu ludzie lubią pieniądze, ale myślę, że wyraźnie określiłem swoje zdanie na ten temat. Pieniądze nie są złe. Przecież są one ekwiwalentem usługi czy przedmiotu. Czy kilogram pomarańczy albo usługa wyleczenia zęba to coś złego? Oczywiście nie. Dlatego też błędem myślowym jest potępianie pieniędzy. Nie lepiej je polubić tak jak lubimy jeść pomarańcze albo siedzieć na fotelu u dentysty?

3 odpowiedzi do “Dlaczego lubimy pieniądze?”

  1. ” każdy chciałby ich mieć jak najwięcej. To niezaprzeczalny fakt. Jeśli ktoś twierdzi inaczej to znaczy, że okłamuje sam siebie” – chyba okłamuję sam siebie, bo wcale nie chcę mieć jak najwięcej pieniędzy. Mam swoje cele finansowe – pułap dochodów, który chcę osiągnąć i do tego zabezpieczenie finansowe. A na tym, żeby mieć więcej specjalnie mi nie zależy (jeżeli osiągnę to super, a jeżeli nie to płakać nie mam zamiaru). A posiadanie 10 mld (lub innej gigantycznej sumy) bardziej mnie odpycha, niż pociąga.
    Nie będę negował przydatności pieniędzy w dzisiejszym świecie – bez nich niemożliwe jest normalne życie (a przynajmniej ja nie jestem w stanie go sobie wyobrazić). Ciężko jest również spełniać się w różnych dziedzinach, gdy nie ma pieniędzy. Mimo to hasło „nie stresujesz się i nie martwisz się o jutro” to zdecydowana przesada – wiele obaw nie dotyczy pieniędzy. Jeżeli będzie się miało pieniądze, to nie oznacza, że wszystkie przyczyny zmartwień odejdą.
    Pieniądze są ważne, jednak nie traktujmy ich jako leku na całe zło, bo zdecydowanie nim nie są.
    Czy nie pozwalają na kształtowanie swojej duchowości i głębsze zrozumienie świata? – zdecydowanie nie. Mogą dać czas wolny, który będziemy mogli wykorzystać na rozwój duchowy. Mogą dać pieniądze na szkolenia. Jednak żadna z tych rzeczy nie zagwarantuje, że lepiej coś zrozumiemy.
    Sprawę kościoła pozostawię bez komentarza, bo sam nie uważam siebie za katolika. Jednak nie wszyscy ludzie jak to określiłeś „dają się nabrać na prostą sztuczkę marketingową” – niektórzy są świadomi tego, że Bóg może nie istnieć, mimo to wierzą, że on istnieje. Tak samo nie wszyscy księża zdzierają kasę.

  2. Dzięki za ten i inne komentarze. Stworzyłem ten wpis na szybko i można łatwo znaleźć wiele kontrargumentów dla moich tez.:) Złapię Cię za słówko, bo nie napisałem, że „wszyscy” dają się nabierać, ale że „tyle ludzi” daje się nabierać na sztuczki marketingowe, a to spora różnica.

    To, że w tym momencie uważasz, iż nie chcesz mieć jak najwięcej pieniędzy, nie znaczy, że kiedyś nie zmienisz zdania. Nawet jak osiągniesz swój pułap dochodów to w pewnym momencie może okazać się, że to mimo wszystko za mało, bo czegoś w swoim planie nie przewidziałeś. Z resztą stawianie sobie pułapów finansowych nie jest dobre. Już lepiej wyznaczyć dolną granicę, bo wtedy „sky is the limit”, czyli pułapu brak. Zawsze lepiej jest mieć więcej kasy niż mniej. Z tym chyba każdy się zgodzi.

    Co do kształtowania duchowości to mam na myśli to, że człowiek posiadający pieniądze i nie zmuszony do walki o nie przez 12 godzin dziennie ma czas na więcej rzeczy, w tym rozwijanie się, myślenie, naukę (o ile ma takie potrzeby). Warto też zauważyć, że biedni ludzie potępiają zwykle pieniądze, a przez to właśnie uważają się za ludzi uduchowionych (nie materialistów). A takie myślenie u nich to niestety głównie zasługa „nauk” kościoła.

    Pozwoliłem sobie zedytować wpis i zmienić trzecie zdanie z „Ludzie lubią pieniądze i każdy chciałby ich mieć jak najwięcej” na „Ludzie lubią pieniądze i prawdopodobnie każdy z nas chciałby ich mieć jak najwięcej”. Trzeba uważać, gdy używa się słów takich jak „każdy”, „wszyscy”. 🙂

  3. Cytat z biblii: „Dzieci, jakże trudno wejść do Królestwa Bożego tym, którzy w dostatkach pokładają ufność. Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do Królestwa Bożego.” Moim zdaniem ten tekst jest często przytaczany przez księży po to, aby utrzymywać kult biedy wśród plebsu, bo biednymi łatwiej się rządzi i mają z reguły niższą samoocenę, są niewolnikami systemu, którego elementem jest religia. Co to za bóg, który chce żeby ludzie byli biedni?

Możliwość komentowania jest wyłączona.